sobota, 23 kwietnia 2011

Post. Dzień 46

Wielka Sobota.Wspaniała pogoda, która rozpieszcza nas słońcem, wysoką temperaturą i rozkwitem wszystkiego, co tylko rozkwitnąć potrafi. Przy przekładaniu mazurków do pudełek, chętnie i niejednokrotnie oblizywałam palce. W kościele, gdzie poszliśmy poświęcić wielkanocny koszyczek, ksiądz dosłownie chlusnął mi w twarz wodą święconą, co biorę za zapowiedź udanych Świąt. Ogłosił też, że jak ktoś chce, może coś słodkiego z koszyczka zostawić w specjalnym pudle, które zostanie przekazane potrzebującym dzieciom. Z radością oddałam na taki dobry cel dwa czekoladowe jajuszka z paczki, którą kupiłam sobie samej jako przyszłą nagrodę za cały Post. Gdy wróciłam do domu, po tradycyjnej wymianie wypieków z sąsiadami, poczęstowałyśmy się z mamą po jednym słodkim jajeczku z mojej paczki. Skąd mogłam wiedzieć, że to, co na opakowaniu określano "likierem ajerkoniakowym" naprawdę będzie pysznym likierem ajerkoniakowym o przepisowej zawartości alkoholu? Hm, mama stwierdziła, że ostatecznie dzieci będą lepiej spały, jak sobie je zjedzą..
I kończy się właśnie mój słodyczowy 45-dniowy post. Wiekopomna chwila. Jestem z siebie dumna, że udało mi się dotrwać w postanowieniu, i że realizowałam je z radością, czerpiąc satysfakcją z każdego rozsądnie i zdrowo zjedzonego dnia. Teraz będę świętować dwa dni, a potem spróbuję jeść rozważnie, szanując to, co osiągnęłam. Dziękuję Chłopcu za to, że tak wspierał mnie w tym wyzwaniu, samemu także przeszedł na post, oraz wiernie czytał mojego blogaska. Wesołych Świąt: *