Na dzisiejszych korepetycjach oprócz uczniów zjawiła się też mama jednego z nich, która wyraziła nieśmiałą propozycję, że może w czasie przewidywanej nieobecności jej syna, mogłaby przychodzić na zajęcia zamiast niego. Imponują mi osoby, które w dojrzałym wieku chcą się zacząć uczyć od zera nowego języka, więc chętnie się zgodziłam. Na poczet przyszłej współpracy otrzymałam bombonierkę, której przez 5 minut próbowałam odmówić, ale w końcu dałam za wygraną. Trafiła do słodyczowej szafki, i teraz codziennie mogę ją tam odwiedzać. Za to na stoisku piekarni na targu upolowałam pyszny chleb pełnoziarnisty, a w szmateksie 3 bluzeczki, w tym z noa noa, za łączną kwotę 6.30zł.
Tak miło rozpoczęty dzień znalazł finał w przyjęciu urodzinowym mojej przyjaciółki. Już wcześniej opowiadała mi, że jej tata specjalnie kupił w Lidlu ich own-brandingowe lody waniliowe, które tak uwielbiam. Mimo niezręczności takiej sytuacji musiałam jej odmówić lodów, opowiadając przy tym całą historię mojego postu. Na szczęście znalazło to u niej całkowite zrozumienie, więc w ramach deseru zostałam ugoszczona talerzem pełnych najróżniejszych owoców, które opróżniłam tak skutecznie, jak zwykle opróżniałam talerze ze słodyczami.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz