Bratowa zapytała mnie dzisiaj, czy cieszę się już na koniec postu od słodyczy. Odpowiedziałam, że oczywiście, ale jednak nie jest to taka prosta sprawa. Umyśliłam sobie, że w Niedzielę Wielkanocną i Lany Poniedziałek daję sobie całkowitą dyspensę od jakichkolwiek ograniczeń - świętować należy bez ciągłego patrzenia sobie na ręce i wyrzutów sumienia. Już wystarczająco wiele pokus musiałam przezwyciężyć, te świąteczne mam więc zamiar z przyjemnością celebrować.
Co do powrotu do codzienności, spróbuję ograniczyć słodycze do przyzwoitego, zdrowego limitu. Zauważyłam jednak, że łatwiej mi zamykać drzwi zupełnie niż uchylać, bo wtedy tak łatwo otwiera się je na oścież. Niemniej spróbuję teraz pracować nad równowagą, złotym słodkim środkiem.
A podobno po tak długiej przerwie słodycze nie smakują tak samo dobrze. Być może, ale uzależnienie, skoro nie minęło, wraca błyskawicznie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz