sobota, 9 kwietnia 2011

Post. Dzień 32

Gruszka kupiona w poniedziałek wreszcie dojrzała, więc mogłam ją zjeść w czasie przerwy między korepetycjami. Domowe dojrzewanie to chyba jedyny sposób na ten owoc, ale za to jaka była pyszna..
W sklepach wysyp nowalijek, ale jeszcze się hamuję, w końcu są troszkę sztuczne i nie chcę, żeby mi się coś wysypało.. Skusiłam się tylko na rzodkieweczkę. Za to pomidory wyglądały i pachniały jak zrobione z gumy, przysięgam.

Zawiodły mnie też dzisiaj realowe jajka. Pędziłam do z daleka upatrzonych jajek od kurek wolnowybiegowych w promocji 4.50zł za 6 sztuk. Otwarłam pojemnik z przyzwyczajenia i rozsądku, żeby sprawdzić, czy wszystkie są całe. A tutaj na trzech z nich brakowało początkowego numeru w kodzie, oznaczającego rodzaj jajka.W innych paczkach podobnie.






Wielka szkoda, ale jednak  to zbyt podejrzana sprawa. Może ktoś poprzekładał sobie jajka z innych pudełek, a może firma czegoś nie dopatrzyła. W konsekwencji trzeba było zadowolić się jajkami wielozbożowymi.
Ciekawe, czy te określenia mają w ogóle jakieś znaczenie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz