poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Post. Dzień 27

Na obiad zjadłam placki marchewkowe, rosołek i pierogi ruskie, w tej kolejności, i pod rząd. Chyba miało to związek z długą przerwą po śniadaniu. No, profilaktyczna herbatka na trawienie nie zaszkodzi. A do domu przychodzą kolejne supermarketowe gazetki, epatujące wspaniałymi świątecznymi słodyczami. Mama obiecała, że w nagrodę za tę moją postną konsekwencję na Święta kupi mi spośród nich coś wybornego (więc i zapewne niemieckiego). A ksiądz na rekolekcjach mówił: "jak się sobie coś postanowi, to potem mnożą się przeszkody. Wiedzą o tym Ci, którzy postanowili nie jeść słodyczy w czasie Postu: teraz to słodycze chodzą za nimi wszędzie i wołają 'zjedz mnie, zjedz mnie' ". A nawet już cukrowe jajeczka widziałam. Ale póki co, rodzynki..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz