Jedziemy dziś po nowego kotka!
Z transporterem od przyjaciółki, zostawionym dla mnie w konspiracji w znajomym sklepie, wychodzę niby na zakupy po to, żeby razem z Chłopcem pojechać po wymarzonego rudego kociaka. Właścicielka wzrusza się mówiąc, że widzi, iż oddaje kota w dobre ręce i wyruszamy w drogę powrotną z,, jak się okazuje, odważnym kotem podróżnikiem. Potem piechotą do weterynarza, który bada go i odrobacza. Gdy docieramy do domu, kot pod naporem wrażeń zasypia, a my czekamy na mamę, która o niczym nie wiedziała. Jej pierwsza reakcję można określić jako wstrząs połączony ze strachem, jednak gdy kot po godzinie budzi się i wychodzi z transportera, ukazując cały swój urok, mama kapituluje kompletnie i daje się porwać fali ochów i achów, przytulań, miziań i pieszczotliwych pogawędek. Kot funkcjonuje w trybie niemowlęcym: godzina snu, godzina zabawy, godzina snu...Trzeba jeszcze popracować nad jego menu, które póki co ogranicza się do białego serka i ciepłej wody oraz uświadomieniem mu, że piasku z kuwety się nie je, tylko tam siusia. godnie z licznymi internetowymi poradnikami, a także z potrzeby serca, odwiedziłam już z nim sąsiadów oraz ich koty, a także umożliwiłam poznanie szerszej rodziny, w tym małych dzieci, które przyjechały dziś do nas na chwilkę. Kot pozbierał wyrazy uznania i chętnie się ze wszystkimi bawił. Teraz pisze notkę leżąc powykręcana w łóżku z jego (kota) pokoju, a on śpi mi na łydce. Mam nadzieję, że to dla niego miłe towarzystwo, i zastąpi mu pierwsza rodzinę. Nawet zapoznanie się z laptopem przeszedł bezproblemowo, wykazując wrodzoną kocią potrzebę chodzenia po klawiaturze. Oto jego pierwsza wiadomość:
\'''''\|||\ <M\'
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz