niedziela, 10 kwietnia 2011

Post. Dzień 33

Kolejny wietrzny dzień, jednak kwitnące drzewa wynagradzają spacery nawet w takich warunkach. Kierując się ich cudownie słodkim zapachem, trafiłam już np. na kwiaty czeremchy.


Po południu, z Chłopcem i znajomymi postanowiliśmy popodziwiać przyrodę zza wielkich okien widokowych aquaparku w hotelu Gołębiewski w Wiśle. Od czasu pierwszej wizyty 1.5 roku temu bardzo mnie tam ciągnęło. Nasze piękne ustrońskie podgórze oraz Wisłę odwiedzam częściej, ale na pluskanie jakoś się nie składało. Spędziliśmy 2 godziny rozkoszując się wszystkimi dostępnymi atrakcjami, ze szczególnym uwzględnieniem aromatycznych saun i leczniczych jacuzzi. Pozytywny wpływ tego miejsca na urodę był ewidentny, skoro wcześniej nie budziłyśmy tam z koleżanką zainteresowania obcych mężczyzn, za to po wyjściu stałyśmy się obiektem adoracji dwojga z nich. Ale tamtejsza waga musi być zepsuta, skoro pokazała mi 4 kilo więcej, niż zwykle miałam, koledze zresztą też. A że innym wynik się zgadzał to tylko wyjątek potwierdzający regułę.
Tak aktywnie spędzony czas należało kalorycznie wynagrodzić sobie w KFC pysznym kubełkiem kurczaków i sałatką. A jednak nie wszystkie fast foody są takie złe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz