niedziela, 20 marca 2011

Post. Dzień 12

Wybraliśmy się z Chłopcem do herbaciarni White Monkey. Rano obudziłam się z lekkim katarem, więc pomyślałam, że dobrze mi zrobi wypicie naparu z Honeybush, który jest wspaniałym środkiem na przeziębienie. Do podawanych herbat zawsze dodają tam coś miłego, np. miseczkę bakalii. Tym razem pani postawiła przed nami anyżowe ciasteczka.

 

Popatrzyłam na Chłopca niepewnym wzrokiem: czy anyżki to słodycze? Pokiwał głową, i odsunął je poza zasięg mojej ręki. Ale one nadal na mnie patrzyły .. Przemogłam się, i zagaiłam panią, czy mogłaby zamienić je na coś niesłodyczowego? I za chwilkę miałam już do dyspozycji miseczkę pysznych suszonych owoców.

Wieczorem za to dostaliśmy zaproszenie na grilla z okazji pożegnania zimy. Rzeczywiście, ogromny księżyc w pełni zawisł tej nocy na niebie, zaznaczając wiosenną równonoc. Starając się połączyć grillową tradycję z alkaliczną dietą, zrobiliśmy szaszłyki z kiełbasy, cebuli i plastrów cukinii. Gdy po dwóch godzinach walki z brykietami upiekł się pierwszy z nich, był naprawdę pyszny, jednak nie było wiele czasu na docenianie tego smaku. Uciekaliśmy zmarznięci do domu, bowiem zima urządziła sobie godne, mroźne pożegnanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz