czwartek, 24 marca 2011

Post. Dzień 16

Miałam napisać o tym, jak szykując się o świcie na uczelnię, podgrzałam sobie zupkę, i w termosie zabrałam z sobą. Miałam dzięki temu pyszne, ciepłe i zdrowe drugie śniadanie. Miałam napisać o tym, jak zgadałam się z koleżanką, która też zaczęła się zdrowo odżywiać, i przez 20 minut przerwy wymieniałyśmy przemyślenia, tworząc spontaniczną grupę wsparcia AS (anonimowych słodyczoholików). Miałam też napisać o tym, że na stoisku ze zdrową żywnością w Rossmannie, zapragnęłam batonika z suszonych moreli, lecz otrzymałam od mojego prywatnego trenera smsową sugestię, że jednak tego nie chcę, bo to słodycz, więc odpuściłam i wymaszerowałam dumnie z paczką Studentfutter (!) oraz Kürbiskerne, znaczy: mieszanką studencką i pestkami dyni.

Ale dzisiaj po powrocie dowiedziałam się od sąsiadów, że mój Pan Kot zginął potrącony przez samochód. To było najwspanialsze zwierzę, jakie kiedykolwiek znałam. Miał w nas oddanych służących. Cudownie, że był.

Pan Kot na czacie, przy pierniczkach, po pracy, w łóżeczku, na kanapie i dzieląc kanapę, i po prostu on sam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz