sobota, 26 marca 2011

Post. Dzień 18

Przedpołudnie miło spędziłam, dając korepetycje, a w międzyczasie popijając rooibos.
Potem zakupy, jak to w sobotę. A tam prawdziwy urodzaj pań testerek, zachęcających do degustacji różnych rzeczy, których degustować nie mogłam.  Na szczęście na dziale mięsnym znów stała pani z pierożkami, które uwielbiam. Nigdy nie przegapię okazji, żeby ich spróbować, choćbym miała przechodzić przypadkiem przed tą panią 5 razy, zanim partia dojdzie na grillu i zostanie wyłożona na tacki. A już mi się tak zdarzało.


Ostatnio mam większy apetyt (jeszcze większy niż zwykle), więc po zjedzeniu w domu konkretnego krupniku z dodatkami na obiad, zostało mi jeszcze tyle miejsca w żołądku, że pomna smaku degustowanych pierożków, bez oporów dałam się wyciągnąć do Pierogarni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz