Potem zakupy, jak to w sobotę. A tam prawdziwy urodzaj pań testerek, zachęcających do degustacji różnych rzeczy, których degustować nie mogłam. Na szczęście na dziale mięsnym znów stała pani z pierożkami, które uwielbiam. Nigdy nie przegapię okazji, żeby ich spróbować, choćbym miała przechodzić przypadkiem przed tą panią 5 razy, zanim partia dojdzie na grillu i zostanie wyłożona na tacki. A już mi się tak zdarzało.
Ostatnio mam większy apetyt (jeszcze większy niż zwykle), więc po zjedzeniu w domu konkretnego krupniku z dodatkami na obiad, zostało mi jeszcze tyle miejsca w żołądku, że pomna smaku degustowanych pierożków, bez oporów dałam się wyciągnąć do Pierogarni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz