sobota, 12 marca 2011

Post. Dzień 4

Dziś dzień spędzony na wyjeździe do rodziny, więc pomiędzy dwoma głównymi posiłkami nie udało mi się nic więcej zjeść. Frustracja była tym większa, że nasze odwiedziny poprzedziły stosowne zakupy dla bratanków na stoisku słodyczowym w katowickim Supersamie, a w mojej sytuacji widok arsenału słodyczy, szczególnie niemieckich, ściskał za serce.

                        - - - - - -
 
Na szczęście wieczorem szykowała się parapetówka kolegi, więc wybrałam się na nią z ogromnymi kulinarnymi nadziejami. Pomysłowość i gest gospodarzy sprawił, że często i chętnie przebywałam w pobliżu szwedzkiego stołu. Jedzenia było dużo, więc mnie odpędzano mnie. Padła za to sugestia ze strony jednej z koleżanek, że chciałaby mieć taką figurę przy takim apetycie jak ja.
Brakowało mi jedynie czegoś do picia (wody?), bo postawiona przed wyborem: wódka albo słodzone napoje, skusiłam się na drinki, jednak nie smakowały mi tak jak kiedyś, dlatego że ... były za słodkie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz