środa, 30 marca 2011

Post. Dzień 22

Chyba wreszcie przyszła wiosna. Nie zamarzłam w trenczu, jadąc rano na uczelnię, słońce grzało rzetelnie cały dzień, a nawet na brukowanych chodnikach można już spotkać mlecze:



Idąc na powrotny pociąg, kupiłam po drodze bananka, zwyczajowo w takim fajnym, małym kiosku warzywno - owocowym, prowadzonym przez starsze małżeństwo. Nagle przypomniało mi się, że miałam podbić legitymację (jutro 31 marca!). No to z powrotem na uczelnię. Wracając z niej po raz drugi, znowu zrobiłam się głodna, jak pies Pawłowa w tym samym miejscu, koło kiosku. Jednak głupio mi było podchodzić tam drugi raz, więc doniosłam swój apetyt aż do centrum, gdzie postanowiłam poszukać jakiejś zdrowej i szybkiej przekąski. A przecież można by tak łatwo znaleźć coś słodkiego. Ale nie, silna wola zwyciężyła, i trafiłam do Skarbka. W holu zawsze zatrzymywałam się przy cukierni i nie miałam pojęcia, że jest coś dalej. A dalej było równie obszerne stoisko z sałatkami, surówkami, pierożkami i różnymi innymi rzeczami, którymi można się pożywić, a nie tylko oszukać głód. Świadcząca o popularności (i mam nadzieję jakości) kolejka liczyła z 10 osób, ale obsługa uwijała się sprawnie. Poprosiłam małe pudełeczko (200g) surówki z marchewki i Colesława. Zapłaciłam 1.90zł. Do tego świeżutka bułeczka Graham, i za łącznie 2.50zł miałam przepyszny posiłek do pociągu. Dodaję tę lokację do moich ulubionych 'na szybko' w Kato. Jedyne, co mi nieco przeszkadzało to fakt, że sałatka była nieco.. za słodka, a człowiek na cukrowym odwyku wyczuje go wszędzie. Ale to plus dla mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz