wtorek, 22 marca 2011
Post. Dzień 14
To był świetny, pełen wrażeń dzień. I jednocześnie skandaliczny, jeśli chodzi o moje odżywianie. Rano zjadłam śniadanie, między zajęciami banana, i to właściwie na tyle, aż do późnego wieczora, kiedy po 22 poszliśmy na zasłużoną, choć mocno spóźnioną kolację. Bo sporo dzisiaj popracowaliśmy. Ledwo wróciłam z zajęć, już czekał na mnie kolega, perkusista zespołu, dla którego mieliśmy nagrać teledysk. Gdy dojechaliśmy na miejsce, trwała już walka ze scenariuszem, światłami i koncepcją artystyczną. Moją rolą było zasadniczo bawić się i dobrze wyglądać, więc cała ta praca była tak naprawdę ogromną przyjemnością. Zastanawiające, że w wyniku wielogodzinnej przerwy w dostawie pożywienia, i gdy wokół dużo się dzieje, uczucie głodu wygasa. Człowiek robi się tylko coraz bardziej ospały albo nerwowy. Po 20 dopadło mnie i jedno i drugie. Okazało się jednak, że mój nastrój doskonale wpasował się w ostatnie ujęcie, w którym grałam dramatyczną scenę. W końcu wszystko zostało nakręcone i o 22 pozwoliliśmy dozorcom zamknąć budynek i pójść spać. My za to wybraliśmy się na poszukiwania czegoś do jedzenia, co w ciągu tygodnia o tak późnej porze musiało się okazać kebabem. Nie powiem, był bardzo dobry, no i jednak miał sporo warzyw. Bardziej wstydzę się mojego nawadniania: góra 1.2 l wody + intensywny wysiłek fizyczny = odwodnienie. Wory pod oczami rano nieuniknione, ale wrażenia z nagrania niezapomniane.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz